Zakazać wszystkiego!

Niektórzy ludzie mają wszystko za nic. Liczy się dla nich wyłącznie czubek własnego nosa, często skrywany pod górnolotnymi hasłami „ochrony słabszych”.

Tak jest w przypadku m.in. zakazu reklam piwa. Wmawia się nam, że Polacy to alkoholicy, którzy nie mogą przeżyć dnia bez urżnięcia się w trupa. A to przecież nieprawda. Ile alkoholu pijesz w ciągu tygodnia? 5 piwek? Może flaszka wódki ze znajomymi w weekend. A Twoja dziewczyna/żona/narzeczona? Butelkę wina z koleżankami i jakiegoś drinka. Umówmy się – żaden normalny człowiek, który ma rodzinę, pracuje i, co najważniejsze, ma choć trochę oleju w głowie – nie pije ciągle i bez przerwy. Piją bezdomni, pije patologia, piją menele pod sklepem. Jednak czy jakikolwiek zakaz reklam alkoholu sprawi, że będą pić mniej? Pewnie, że nie. Tacy ludzie nie będą pić mniej, nawet, gdy w górę pójdzie akcyza na alkohol. Pijak zawsze znajdzie sposób, by wypić. A czy zakaz reklamy alkoholu wpłynie na całą resztę? Bardzo wątpię. To czy usłyszę przed meczem reklamę Tyskiego, Lecha czy Żubra nie sprawi, że już rzucam wszystko i pędzę do monopolowego po 10 butelek.

W ogóle dziwię się, że rząd nie poszedł jeszcze dalej i nie chce zakazać reklamy alkoholu w gazetkach sklepowych. To dopiero promocja alkoholizmu! Obok masła i mleka stoi jak byk promocja na piwo w puszce! Przecież to skandal! Jak tak można? To widzą dzieci! Dziwne, że przez takie praktyki sklepów nie mamy w Polsce całej masy alkoholików.

Niektórzy lubią porównywać Polskę do innych krajów, najlepiej zachodnich. „A bo na Zachodzie to mają [wpisz, co mają], więc to jest dobre” – takie myślenie dominuje u większości ludzi. No to proszę. W Niemczech nie ma tak restrykcyjnych zakazów w informowaniu o promocjach na alkohol. Chociażby w takim Lidlu co tydzień można zobaczyć w gazetce informacje, jaki alkohol w najbliższych dniach będzie w promocji. I mówię tu nie tylko o piwach, ale także o wódce, whisky, winie czy brandy. Do wyboru, do koloru.

Jednak bardziej niż reklama alkoholi, denerwuje mnie zakaz handlu w niedzielę. Znacie osoby, które pracują w handlu? Z pewnością. W ilu przypadkach jest tak, że spędzają one każdą niedzielę w roku w pracy? W żadnym. Nie ma tak. Sklep to zakład jak każdy inny i są w nim zmiany. Pracujesz od poniedziałku do piątku, masz dwa dni wolnego i potem znowu. Ktoś pracuje wtorek-sobota to w niedzielę siedzi w domu. To logiczne. Sam pracowałem w niedziele i nie płakałem z tego powodu. Przecież podpisałem umowę, zostało mi powiedziane, że ten sklep jest czynny cały tydzień i muszę przyjść na swoją zmianę.

Symptomatyczne jest to, że „Solidarność” troszczy się jedynie o wolne niedziele dla pracowników w handlu. A co z całą resztą zawodów, które nie są niezbędne do życia, a mimo to, ich przedstawiciele będą pracować w niedziele? Co z kelnerami? Czy naprawdę Piotr Duda i spółka muszą w niedziele zabierać żony i dzieci do restauracji. Niech idą w sobotę! A co z obsługą kina? Dlaczego Duda nie chce zamknąć kin w niedzielę? Naprawdę musi akurat w ten dzień zabierać dzieci na „Shrek 7”? A lodziarnie? Czy dziecko nie może zjeść tego głupiego loda w poniedziałek? Musi koniecznie w niedzielę podczas spaceru? W taki sposób można wymieniać dalej w nieskończoność całą gastronomię. Ale pamiętajmy, że kucharze czy kelnerki nie mają rodzin i oni muszą pracować w niedzielę. Rodziny mają tylko sprzedawcy. I tylko oni wierzą w Boga i chodzą do kościoła. Reszta to ateiści i im wolne nie jest potrzebne.

Jednak znowu, jak wyżej, ktoś powie, „a na Zachodzie to sklepy są zamknięte”. No nie do końca… W praktyce wygląda to tak, że niemal całkowity zakaz handlu w niedzielę i święta jest w Niemczech i Austrii. Częściowe ograniczenia mają Belgia, Francja, Grecja, Holandia i Luksemburg. Zaś poza Unią Europejską w Europie zakaz handlu w niedzielę obowiązuje w Szwajcarii i Norwegii.

Nasz kochany rząd Prawa i Sprawiedliwości, w walce o dobro obywatela nie cofnie się przed niczym. Zakazali otwierania aptek, bo za dużo. Zakazali budowania się, jeżeli obok nie mieszka już sąsiad. Co dalej? Napisałbym, ale się boję, że przeczyta to jakiś poseł i jeszcze, nie daj Boże, będzie postulował wprowadzenie tego zakazu. A wtedy różowo nie będzie.

Fot. Flickr/Frédéric BISSON
Podziel się

Komentarze (1)

  • wer

    Z tą Szwajcarią to pan trochę przesadził. W centrum Zurychu zawsze jakiś supermarket był otwarty .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *