Odzyskiwanie godności na kredyt… Czyli o zadłużaniu polskiego podatnika

polskiego

Za chwilę pożegnamy rok, który tradycyjnie już zakończymy rekordowym stanem zadłużenia polskiego państwa (a de facto polskiego podatnika)…

PiS miał dwa główne założenia, gdy szedł do wyborów
– rozdawać pieniądze i dociskać śrubę.

Z tym dociskaniem śruby wyszło tak średnio, bo z jednej strony Komisja Unijna uwaliła pomysły wprowadzenia niektórych nowych podatków, z drugiej – Polacy są już nieźle wyćwiczeni w slalomie unikania podatków.
Zostaje opcja druga – skoro ciężko opodatkować żyjących, opodatkujmy jeszcze nienarodzonych.

Mniej krzyku, bo nie rzuca się to tak w oczy,
a jak jeszcze dorzucimy dodatkowo, że te pieniądze będą przeznaczone właśnie na nich, to ich rodzice będą nam jeszcze przyklaskiwać…

A potem słyszymy w mediach kwiatki typu: Dzięki 500+ ludzie mogą sobie pozwolić na więcej. Biedni wstają z kolan…

No tak, tylko kto ich na te kolana powalił? Czy to przypadkiem nie były poprzednie rządy, które zaciągały kredyty, kiedy ci byli jeszcze w kołyskach?

Jeżeli by „wstawanie z kolan” za pomocą konsumowania kredytów było takie proste, to przecież większość z Polaków, która ma mniejsze lub większe zobowiązania finansowe, powinna taplać się w luksusach.
Ale mam dziwne podejrzenia, że to tak nie działa…

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *