Listy od czytelników #1: „Przemyślenia studenta, czyli rzecz o świadomości społecznej”

Świadomość. Potęga i przekleństwo zarazem. Stanowi pokład wiedzy, ale i często źródło nieszczęść. Zazwyczaj w depresję popadają ludzie inteligentni, którzy zdają sobie sprawę ze swojej bezradności wobec zastanej sytuacji. Choć najczęściej znają receptę, nie potrafią jej wdrożyć. A wszystko przez to, że ludzie to system naczyń połączonych i trudno samemu cokolwiek zdziałać bez interakcji z inną komórką społeczną.

Pomysł na ten tekst rodził się w mojej głowie parokrotnie, lecz trudno mi było zebrać wszystkie myśli w taki sposób, by powstał on w miarę spójny.

W lutym kończę 21 lat. To już dość poważny wiek. Przynajmniej tak mi się wydaje, choć obserwując moich rówieśników, jednak niekoniecznie. Zresztą nawet starsze osoby w większości nie wydają się być na tyle poważne, na ile mają lat. Nieraz zastanawiam się, jak to jest, że obchodzi mnie w tym wieku tyle spraw, o których inni nie mają ani pojęcia, ani ochoty posiadania choćby podstawowej wiedzy. Nie chciałbym rozwodzić się nad źródłem takiego stanu rzeczy, a omówić przykłady z codziennego życia, które mnie osobiście drażnią, lecz większości ani grzeją, ani ziębią.

A najbardziej drażni mnie brak świadomości i to, do czego on doprowadza. Obserwuję od lat życie polityczne na scenie polskiej i zagranicznej, czym kształtuję osobiste poglądy, które opieram przede wszystkim na logice. Nieraz wychodzę z podziwu, gdy widzę, jak ludzie są zmanipulowani, omamieni, pozbawieni własnego zdania, nauczeni powtarzania sloganów produkowanych masowo przez media czy partie polityczne. A wszystko to przez brak świadomości, brak wiedzy, brak logicznego myślenia.

Tak, mam niedługo 21 lat i boję się o przyszłość. Już dawno przestałem być beztroskim młodzieńcem. Beztroska zaczęła mnie irytować. Z przykrością muszę stwierdzić, że świadomość czyni mnie nieszczęśliwym. Dzieje się tak, gdyż dużo obserwuję, analizuję i wiem, że nie jestem w stanie pewnym rzeczom zapobiec lub pewnych rzeczy zapoczątkować. Wiele osób powtarza jak mantrę sformułowanie „Trzeba martwić się o siebie”. Zgadza się. Umiarkowany egoizm to coś, czego jestem gorącym zwolennikiem. Ale co poradzić w sytuacji, gdy mój los zależy od osób trzecich, jeszcze bardziej niż ode mnie samego? Jak mogę się nie przejmować, nie myśleć o tym?

Polacy to naród dumny i ślepy zarazem. To jeden z wniosków powstałych dzięki wnikliwej obserwacji. Nie cierpię dumy, gdyż mami logiczne myślenie, pomimo iż podnosi morale. Wykorzystując te cechy naszego narodu, została u nas zapoczątkowana jakiś czas temu moda na „patriotyzm”. Obserwuję, jak gloryfikuje się coraz to kolejnych „żołnierzy wyklętych” lub wspomina „wielkie sukcesy” z przeszłości. Za każdym razem zadaję sobie pytania: Dlaczego nie wspomina się o porażkach? Dlaczego nie uczula się, nie uczy narodu na błędach, których przecież w swej barwnej historii popełnił niemało? Za wszelką cenę pozwala się Polakom czuć dumę, częstokroć ubraną w poszewkę patriotyzmu. Dlaczego tak łatwo używa się tego słowa? Słowa, które przecież świadczy o wyjątkowości. Powszechna wyjątkowość przestaje być wyjątkowością. Nie wierzę w żadne bajki o tym, że każdy może być patriotą. Obecnie, wydawać by się mogło, nie ma nic prostszego od bycia współczesnym patriotą. Owi „współcześni patrioci” najczęściej jedynie wmawiają sobie i innym ten tytuł, argumentując to miłością do ojczyzny. W porządku, ale w jaki sposób okazują to uczucie? Przecież analogicznie jest z wiarą – bez uczynków jest martwa. Tytuł patrioty to coś, na co trzeba solidnie zapracować. Sama deklaracja nie świadczy o patriotycznej postawie. Bez uczynków są to słowa rzucane na wiatr.

Moim zdaniem, patriotą jest człowiek przekładający interes ojczyzny ponad własny. Ile osób faktycznie tak robi, a ile jedynie mówi, że tak robi? Albo twierdzi, że byłoby w stanie poświęcić się do tego stopnia? Bez wystawienia na próbę swych deklaracji nie ma mowy o określaniu siebie patriotą. Szkoła uczy, że nowoczesny patriotyzm to na przykład uczciwe płacenie podatków. Kompletna bzdura. Podatki to nic innego jak kradzież poparta ustawą. Nie jestem za całkowitym zniesieniem podatków, absolutnie, jedynie za ich minimalną obecnością.

Ludzie przyzwyczaili się do płacenia podatków i nawet nie próbują się zastanowić, dlaczego każe im się to robić. Przecież przez tyle lat były obecne w naszym życiu. Dlaczego miałoby się to zmienić? Mało kogo stać nawet na taką refleksję. Większość jest co najwyżej zdolna do narzekania na to, że musi zapłacić chociażby klasyczny VAT. I tyle. Nie pochyla się nad problemem, nie zastanawia, na co idą pieniądze z podatku, dlaczego jest ich aż tyle zabieranych. Tak po prostu jest w ich mniemaniu. Brakuje świadomości.

A skoro brakuje świadomości, co nam daje możliwość pójścia na wybory? Otóż daje nam wiele. Mnie osobiście – kolejny powód do zmartwień; innym – poczucie władzy, tego, że ich głos ma znaczenie. Owszem, ma. Mamy w Polsce ustrój demokratyczny, demokrację pełną gębą. Ustrój, w którym liczy się zdanie większości. I tu dochodzimy do głównej przyczyny mego frasunku. Skoro zdecydowana większość społeczeństwa nie jest świadoma podstawowych rzeczy funkcjonujących w polityce, gospodarce, życiu społecznym, etc., dlaczego ma zatem decydować o przyszłości narodu? A decyduje. I przez brak świadomości, ta większość daje sobą łatwo manipulować. Przeraża mnie to, że mój los zależy od podatnej na manipulacje lub bogatej w uprzedzenia grupy ludzi. Przecież tyle osób wybiera „mniejsze zło”, nawet nie szukając „dobra”. Ile osób czyta choćby przed wyborami program polityczny partii, na którą chce oddać głos? Niewiele. Zazwyczaj programy czytają ludzie wtajemniczeni lub pasjonujący się tym albo konkurenci polityczni, aby mieć punkty zaczepienia podczas debaty.

Przeraża mnie bycie zależnym od osób, których domeną jest kierowanie się emocjami, uprzedzeniami, brak logicznego myślenia, samokrytyki, pokory. Widzę wszystkie te wypaczenia polskiego narodu, przez co staję się nieszczęśliwy.

„Suweren” (swego czasu dość popularne słowo w polskiej polityce) zdecydował się zabrać władzę „złodziejom” i przekazać ją w całości innej grupie osób w przekonaniu, że to jedyny słuszny wybór. Myślę, że wywołałbym ogromne poruszenie stwierdzeniem, że władza została przekazana kolejnym złodziejom, którzy jednak swoją praktykę uprawiają zupełnie w inny sposób. Bo jak to, przecież tyle osób dostaje pieniądze od państwa. Jak mogę tak mówić o władzy, która w końcu coś daje Polakom, troszczy się o Polskę? Otóż mogę. Czuję wręcz obowiązek. I mam silne argumenty na to, by tak twierdzić.

Uważam za rządy złodziejskie takie, które odbierają Polakom wypracowane przez nich pieniądze i przekazują je innym według własnego widzimisię, pod przykrywką polityki prospołecznej, prorodzinnej. Bzdura. W tak młodym wieku wiem, że ta praktyka jest po pierwsze nieskuteczna, po drugie demoralizująca, a po trzecie szkodliwa. Ludzie zatopieni w swej nieświadomości nie widzą, jak dają się we wspaniały, „szlachetny” sposób okradać ze swoich pieniędzy. I nie zobaczą. Zostało im wpojone, że to za przyczyną troski o naród, zatem tak ma być i koniec.

Kolejną cegiełką w murze nieświadomości jest to, jak Polacy korzystają z mediów. Zazwyczaj oglądają/słuchają/czytają jednego, maksymalnie dwóch źródeł informacji. I są to przeważnie wyłącznie źródła, które są zgodne z przekonaniem danej osoby. Lecz mało kto się zastanowi nad tym, czy to przekonanie, te poglądy są słuszne, logiczne. Mało kto zada sobie trud, by sprawdzić, czy to, co pochwala, ma sens. Wszelkie głosy negujące dany światopogląd są z miejsca odrzucane, bez chwili refleksji, analizy.

Bardzo łatwo przemyca się jedne poglądy pod płaszczykiem innych. Specjaliści z dziedziny psychologii, wizerunku, marketingu mają wiedzę, jak osiągnąć zamierzony cel, wykorzystując do tego odpowiednie narzędzia, które nazwę tajnikami manipulacji. Mają świadomość tego, jak wykorzystać nieświadomość innych. Nieświadomość, a przy tym i podatność na emocje. Przykładowo – łatwo osobę uważającą się za „patriotę” przekonać do swojej wizji, jeśli jest ona oparta i wyrażona troską o naród. Granie na emocjach niweluje logikę. A pozbawienie logiki doprowadza do nieszczęścia.

I tak pozbawione logiki społeczeństwo, naelektryzowane emocjonalnie takimi tematami jak aborcja, in vitro, czy wiara, idzie głosować, a zatem decydować o przyszłości narodu, w tym mojej. I to społeczeństwo, głosując, kieruje się właśnie tymi emocjonującymi, a tak naprawdę najmniej istotnymi sprawami, które powinny być oddane każdemu indywidualnie według własnego uznania. A moja świadomość psychologii polskiego społeczeństwa i zarazem bezradność wobec jego sposobu myślenia czyni mnie nieszczęśliwym.

Okropnie drażni mnie również to, że często z braku własnej świadomości, własnych poglądów, ludzie decydują się na przyjęcie punktu widzenia osób znanych i lubianych, celebrytów, którzy przeważnie nie mają wiedzy na temat, na który się wypowiadają, ale przychodzi im to naturalnie, być może z potrzeby zaistnienia, bycia w centrum. Nieświadomość pozwala ludziom brać słowa niektórych znanych artystów czy na przykład sportowców za pewnik, bez uprzedniej weryfikacji. W końcu jak taki autorytet może się mylić? Może. Autorytet na scenie lub na boisku nie musi być autorytetem w polityce.

Przeraża mnie również brak oporu wobec zakazów lub nakazów. Pisząc o tym nie twierdzę, że jestem za bezprawiem, bynajmniej. Prawo powinno być jak najprostsze i najmniej ingerujące w wolność jednostki. Natomiast Polacy nie szanują wolności. Czują się wolni, gdyż im wielokrotnie wpajano, że są wolni, niezależni. Nic z tego. Nie widzą, jak wiele przepisów ich ogranicza, jak wiele zbędnych zakazów, nakazów ingeruje w ich życie prywatne. Nie wiedzą, że państwo nie ma podstaw, by posiadać monopol na to, by stanowić, co wolno, a czego nie wolno robić człowiekowi.

Znakomitym przykładem ostatnich dni jest gorąca dyskusja o zakazie handlu w niedzielę. Płaszczykiem troski, a raczej opiekuńczości państwa nad narodem w tym wypadku jest teza, że Polacy powinni niedzielę przeznaczać dla rodziny. Mamy tu do czynienia z jawnym zamachem na wolność. Jakim prawem rząd ma stanowić o tym, co powinienem, a czego nie mogę robić w niedzielę? Niestety, demokracja ma się w Polsce bardzo dobrze i na możliwości wykrzyczenia swojego zdania korzystają związki zawodowe, a to potężny elektorat, więc partia rządząca skora jest do przystania na ich propozycję. Natomiast władza postępująca w sposób logiczny w żadnym wypadku nie zgadzałaby się na takie pomysły.

Podstawowe prawo wolności mówi o tym, że wolność jednego kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego. Zatem wolność to nie jest prymitywna samowola. Wolność ma swoje granice i nie może odbywać się niczyim kosztem. Z całą pewnością wolność jest dla ludzi świadomych, gdyż tylko tacy umieją z niej korzystać we właściwy sposób, nie nadużywając jej. I właśnie wyłącznie po to powinno być prawo – aby nie ingerować w wolność jednostek, lecz nie dopuszczać do samowoli. Prawo winno być zbudowane na fundamencie logiki i wolności.

Na zakończenie kilka słów o „prawdzie”, gdyż wiele osób chętnie potwierdza swoje opinie tym słowem. Nie znoszę takich ludzi, gdyż w ten sposób również manipulują innymi. Nikt nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że dana opinia jest prawdą. Z logicznego punktu widzenia wyłącznie fakty mogą być określane tym mianem. A fakt nie ma nic wspólnego z subiektywną oceną. „Prawda” to wyłącznie obiektywna prawda. Żadna inna. Nikt nie ma monopolu na prawdę ani uprawnień, by tym słowem potwierdzać swoje przekonania. Ale żeby móc to stwierdzić również potrzeba świadomości.

Zdaję sobie sprawę z tego, że powyższy tekst może być kontrowersyjny i dla wielu osób szokujący lub oburzający. Przecież skąd niespełna 21-letni student może burzyć czyjś światopogląd i mieć prawo do zarzucania błędów ludziom często starszym i lepiej wykształconym, o wyższym statusie materialnym, etc. Absolutnie nie jest to moim zamiarem. Niech każdy uważa sobie co chce, ma do tego pełne prawo. Ale cieszyłbym się, gdyby to podstawowe poznanie otaczającej rzeczywistości, ta niewielka doza świadomości zawitała w umyśle każdego Polaka, który chce i ma odwagę wziąć odpowiedzialność za losy Polski. I mam szczerą nadzieję, że nie będę się musiał w przyszłości martwić, gdyż sytuacja w Polsce ulegnie poprawie, a więc i moja świadomość przestanie mnie alarmować.

Są momenty, gdy myślę o prostych ludziach, dla których liczy się wyłącznie dobrze zjeść, wypić, odpracować swoje, rozerwać się i wyspać. Z jednej strony chciałbym nimi być, z drugiej odpycha mnie od nich właśnie ów brak świadomości, refleksji, wiedzy. Tacy ludzie z całą pewnością nie powinni mieć możliwości decydowania o losach państwa. Zresztą, często ci ludzie nawet z niej nie korzystają. I dobrze. Zawsze mogło być jeszcze gorzej.

Grzegorz Dorożko, 31.10.2017r.

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *